rozmiar czcionki A A A
czytano 3663 razy

Mrągowo 2010 - Basia Knappik

 Muszę przyznać, że tym razem specjalnie nie nastawiałam się na Mrągowo, pomna chociażby ubiegłorocznego..., szczególnie, że spotkanie towarzyskie wygrało z transmisją koncertu Polsatowskiego na żywo. Ale od czego jest video...

 

Następnego dnia zasiadłam przed telewizorem, aby przekonać się, jakąż to NIESPODZIANKĘ tym razem zgotowało "country'owe" Mrągowo... ?

 

I tu pierwsza irytacja (właściwie to jedyna, bo przy tych pozostałych, jak to mówią, od razu ręce opadły). W programie telewizyjnym było napisane, że transmisja rozpocznie się o godz. 23.00 i tak zaprogramowałam nagrywanie. Na stronie Polsatu również podano taką godzinę. Okazało się jednak, że mijało to się z prawdą. I gdzie tu... prawda czasu, prawda ekranu? Hmmm...? ;) Zatem umknęła mi godzina z transmisji. Brawo! za dezinformację! A może było to działanie zamierzone???

 

Pozostaje mi jedynie odnieść się do nagranego dwugodzinnego "cuda".

 

A owo "cudo" (z mojej... retransmisji) przywitało mnie fizjonomią, która chyba z cudownością nie miała nigdy nic wspólnego. Niejaki Maleńczuk... patrzyłam na tę postać i zastanawiałam się, jak można być artystą, nie mając jednocześnie szacunku dla publiczności (choć w zasadzie, to wielu takich na rynku muzycznym i nie tylko). Zgadywałam, czy był bardziej przepity, naćpany, czy może wycieńczony nocno-całodziennym balowaniem? W każdym razie takie robił wrażenie. Prawie czułam smród papierosów i odór alkoholu. Bardzo mnie śmieszą artyści, którzy pokazują, jacy to są wyluzowani, jacy "cool", a na kilometr zajeżdża od nich chałturzeniem "na odwal się". No ale przecież dla... WIEŚNIAKÓW (jak "uroczo" określił publiczność) nie ma co się wysilać, ważna jest kasa, kasa i żeby mówili, dobrze, źle, byle głośno...

 

A ten żenujący, wymuszony!!!! bis i nakłanianie ludzi do wykrzykiwania "najbardziej pożądanego" imienia tego wieczoru... !! Treść żołądkowa cofała się sama, bez szczególnego wspomagania... Pan Maleńczuk pomylił chyba pikniki... trzeba wybaczyć człowiekowi, w takim stanie widocznie naprawdę... wszystkie drogi prowadzą do Mrągowa, natomiast trudniej wybaczyć organizatorom braku profesjonalizmu. I Panie Maleńczuk... wypada choć nauczyć się na pamięć słów tych kilku piosenek "na krzyż"... z czystej przyzwoitości... o ile Pan wie, co to oznacza.

 

Po przerwie (czyli w części trzeciej) podano wyniki konkursu "Siedmiu wspaniałych" (prezentującego "młode" pokolenie), którego, dzięki wspomnianej dezinformacji, nie miałam możliwości obejrzeć. Pierwszy werdykt odczytał prezes firmy Polkomtel, informując, że nagrodę publiczności otrzymuje Joanna Gołębiowska!!! Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że wspomniana laureatka nazywa się Gołombiewska!!! Z ust kolejnego chałturnika, "krasomówcy" Rocka "popłynęło" bezmyślne potwierdzenie (wszak poprawił się, ale można było się już pogubić, kto ostatecznie zwyciężył). Należałoby się przygotować do roli konferansjera i zapanować nad swoją koncentracją. Dostaję drgawek, gdy ktoś przekręca nazwiska, w mowie i w piśmie. To może od dzisiaj nazywajmy p. Rocka... Srockiem, a może... Srackiem, skoro nie ma to dla niego znaczenia. I przyszła kolej na nagrodę jury pod przewodnictwem niechlujnego, "farbowanego" country'owca Maleńczuka. Tym razem wygraną została M. Gorajska. Zaiste... osobliwy to werdykt. Od kilku lat p. Gorajska przewija się przez Mrągowo (bez specjalnych sukcesów na jego "deskach"), ale, jak dla mnie, nie robi jakiegoś oszałamiającego wrażenia, godnego już szczytów (musi jeszcze popracować, a wiadomo... ćwiczenie czyni mistrza). To raczej taka hmmm... "wymęczona nagroda pocieszenia" dla "swojego". Wśród pozostałych konkursowiczów znaleźć można było ciekawsze głosy. No tak... ale to "prześwietne" jury wie lepiej! I teraz może ktoś mi odpowie na pytanie: dlaczego zaśpiewała tylko finalistka jury? Czyżby sugerowano, że nagroda publiczności jest mało ważna? Uważam, że akurat w przypadku takiego konkursu, jest to cenne "trofeum", a uznanie publiczności jest milszą i niebłahą nagrodą, bo to ona będzie w przyszłości odbiorcą i ewentualnym nabywcą "owoców" swojego wybranka. No, ale nie od dzisiaj wiadomo, że dziwny jest ten kraj...

 

I tak kolejna "ciekawostka", chciałoby się rzec, przyrodnicza, z uwagi na piękne okoliczności przyrody. ;) Pierwszy raz widziałam "country girl" w... szpilkach. To tak, jakby ubrać królową Elżbietę II na oficjalne spotkanie w kowbojki. Ten styl zaprezentowała A. Popielewicz. Trzeba było ją może przegonić parę razy po polu, to w te pędy przywdziałaby właściwe na tę okoliczność obuwie.

O innych ciekawostkach, jak np. scena, nie chce mi się już "gadać". Podobno było coś przygotowane, ale kilkuminutowa nawałnica zniweczyła plany wystroju sceny. A nie przyszło Wam do głowy, że Niebiosa nie zdzierżyły i to była ich reakcja na zbliżającą się "katastrofę"? ;)

 

Na zakończenie telewizyjnego przekazu uraczono nas łaskawie ODROBINĄ country'owego aromatu w osobach doskonale znanych (i lubianych) mrągowskiej publiczności artystów. Przykro to "mówić", ale country w amfiteatrze KONA. Nawet manifest Lonstara w ubiorze (koszulka z napisem "czyste country") i w słowach: "Tę piosenkę chciałbym zadedykować gospodarzom tego pikniku, który się nazywa country", na niewiele zda się, bo organizatorzy są głusi i mają zgoła inny pomysł na to "widowisko".

 

I „rodzi się” kilka pytań:

 

- co to za gospodarz, który nie dba o swoje gospodarstwo?

 

- dlaczego organizatorzy tak uparli się, aby zniszczyć tę, można nazwać, historyczną ostoję country? Pieniądze to nie wszystko. Czyż wystarczającą zapłatą nie są rzesze wiernych, roześmianych oblicz, bijące jednym rytmem serca i zadowolenie, przekładające się również na tak oczekiwane korzyści finansowe?

 

- dlaczego nie transmitowano piątkowego koncertu, który wg opinii uczestników, miał właściwą proporcję "country w country"?

 

- dlaczego nikt NIGDY nie wpadł na to, żeby poprowadzić telewidzów ścieżkami Mrągowa, tętniącymi dźwiękami, których tak brakuje w amfiteatrze, ścieżkami, na których wszyscy bawią się do samego rana, oddychając country'owym powietrzem? Gdzie jest powiedziane, że to amfiteatr ma mieć monopol na country?

 

- po cóż ta demagogia w słowach Krzysztofa Majkowskiego (organizatora pikniku), że: "Jesteśmy nowym obliczem muzyki country. Chcemy dotrzeć do ludzi, którzy nie wiedzą, czym jest country lub też słuchają muzyki na co dzień, nie zdając sobie z tego sprawy"?

Bardzo pięknie... Ale mogę zapewnić Pana Majkowskiego, że jeżeli piknik będzie nadal przybierał taką formę, to ludzie nie znający "tematu", nigdy nie dowiedzą się "co to jest to country".

 

Przez to nowe oblicze, MRĄGOWO STRACIŁO OSOBOWOŚĆ!!

 

Trudno się już połapać, na jakim to festiwalu jesteśmy. Wszystkie stały się jednakie.

Nie rozumiem, po co kabareton w Mrągowie???!!!

Szczególnie, że tydzień wcześniej Mrągowo gościło (jak zresztą co roku) Mazurską Noc Kabaretową, która stanowiła najwłaściwsze miejsce obchodów jubileuszu Kabaretu Pod Wyrwigroszem. I muszę, niestety, „zgodzić się” ze słowami lidera zespołu Boys, że "Społeczność country mnie zadziwia". Mnie także!!! Bo PUBLIKA DAŁA PLAMĘ!!! Jedyne logiczne wytłumaczenie tego zjawiska tkwi w tym, że nie była to jednak społeczność country, bo kowbojski kapelusz, to nie wszystko... Taką mam nadzieję.

"Oliwy do ognia dolał" Łukasz Rybarski, który stwierdził, że "Mrągowo połączyło dwa style muzyczne". A na co nam fuzja z disco polo???!!! Oby tylko nikt nie podchwycił tej "genialnej" koncepcji w przyszłości... Boże chroń!!

 

Mam taki pomysł na przyszłoroczny, jakby nie było, jubileuszowy piknik, żeby publiczność reagowała ciszą na wszelkie przejawy nie country'owe, płynące ze sceny. Choć mam pewne wątpliwości co do powodzenia takiego "przedsięwzięcia", bo niestety w narodzie jedności nie ma. I podobnie, jak na deskach amfiteatru, tak i na ławkach coraz więcej poza country'owych naleciałości.

 

A na wazeliniarskie pytanie M. Maleńczuka: "Pani Nino, co byśmy bez Pani zrobili?" jedyną słuszną odpowiedzią jest: "Czyste country, Panie Maleńczuk, czyste country!!!"

 

Czego Państwu i sobie życzę, mając nadzieję, że w przyszłym roku nareszcie, pomijając wszystko, zawitam do Mrągowa. :)

 

Barbara Knappik   


P. S.: A może raczej... Wolsztyn??



Komentarz jednego z członków Rady Programowej Festiwalu Mrągowo 2010 do wyżej zamieszczonego artykułu znajdziecie w dziale "polemiki" klikając na poniższy link;
Mikołaj J. Kruczyński - komentarz

Piotr "dzidzia" Pleskot




Zakaz kopiowania, rozpowszechniania części lub całości bez zgody redakcji COUNTRY.WORTALE.NET.



komentarzy: 2         Dodaj komentarz

2010-08-11 21:29 | kefas

Bardzo fajnie napisane :-) Muszę przyznać, że większość wniosków, które wyciągnęła autorka jest całkowicie zgodna z moimi wrażeniami. Jednak najbardziej podobała mi się sugestia jakoby w Mrągowie to już nawet Niebiosa nie wytrzymały w przywaliły w scenę amfiteatru :-)



2010-08-11 15:52 | Teachair

Basiu... A ja myślałem, że trochę za mocno napisałem o Mragowie... Cóż, przy Twojej armacie moja relacja to strzał z kapiszona. Brawo !!!!!!!



Wszelkie prawa zastrzeżone © idea4you.eu - Projektowanie stron WWW dla każdej firmy | System CMS | | mapa witryny | login