rozmiar czcionki A A A
czytano 5565 razy

Badziewne wieśniaki z drzewem na dachu - relacja Tomka "Teachera"

Czwartek, 22.07.2010

godz. 6:30

Pobudka, szybka kawa i pakujemy się w auto. św. Krzysztof czuwa, więc ruszamy w drogę; przed nami 240 km. W trasie spokojnie, Olsztyn jak zawsze rozwlekły i dziurawy, przed samym Mrągowem korek, ale idzie w miarę sprawnie. Na miejsce dojeżdżamy około południa. Szybki meldunek na Campingu Cezar, żona Sylwia na plażę a ja zabieram się za wypakowanie kufra. Trwa to blisko trzy godziny; w międzyczasie obok w domku instaluje się Zbyszek Gładek ze swoim bandem, więc najpierw trzeba porozmawiać. W namiocie niedaleko nas słychać gitarę i harmonijkę - to Tomek 'Laser' Iwanowski z żoną Marysią 'Majką' dają czadu - i jak tu się wypakować? Bez powitalnej 'lufy' i kilku wspólnych piosenek? Nie da rady...

godz. 18:00

Powoli las na campingu zapełnia się namiotami. Mnóstwo motocykli przeróżnej maści, od crossówek, przez ścigacze, aż po dostojne Harleye i napakowane Gold Wingi. Jest ciepło, przyjemnie i bardzo countrowo. Czas rozpalić grilla. W międzyczasie okazuje się, że dwa domki dalej stacjonuje załoga Honky Tonk Brothers - wpada do nas Marcin w uroczym mundurze i wojskowej czapce, zagląda też Robert. Za chwilę próby w amfiteatrze, więc niestety muszą uciekać.

godz. 19:00

Nadciąga Alicja Boncol z partnerem, uroczą córką Oliwią i - jak sama Ala mówi - z przyszłym zięciem. Kiełbaski gotowe, wódeczka schłodzona, więc można się skupić na przemiłej konwersacji przy szczerym i baaardzo energetycznym śmiechu Ali. Jeszcze tylko ogóreczki konserwowe i pomidory truskawkowe i robi się sielsko.

godz. 19:30

Lonstar i Magda zdążają na ostatnie kiełbaski, popijając tradycyjnie wino. Michał jak zawsze ma wiele ciekawych historii do opowiedzenia, a ja męczę go o wspomnienia z pobytu w Nashville. W międzyczasie wpada Franciszek z dziećmi Agatą i Gustawem --w piątek Agata śpiewa w amfiteatrze, a w sobotę Gutek na małej scenie.

godz. 22:00

Gładek Brothers Band od dobrej godziny ostro rżnie na swojej mobilnej scenie, naturalne więc jest, że przenosimy się na dół. Lonstar i Alicja wraz z HTB dołączają do zespołu i zaczyna się XXIX Piknik Country w Mrągowie. Nie na głównej scenie jutro, a właśnie teraz i tutaj, wraz z pierwszym dźwiękiem z nowych klawiszy Hammonda zainstalowanych na trucku Gładków. Po to się tutaj, między innymi, przyjeżdża.

godz. 02:00

Człowiek posiedziałby do rana, ale trudy podróży i wczesna pobudka robią swoje. Poza tym - jutro będzie przecież jeszcze lepiej... Znieczulamy się na wrzaski z okolicznych namiotów i idziemy spać.

 


Piątek, 23.07.2010


godz. 9:00

Budzi nas dźwięk gitary. Laser już od rana przypomina, gdzie i po co jesteśmy. Oczywiście nikt nie protestuje, taką pobudkę chciałoby się mieć na codzień... Ponieważ jest słonecznie, kobitki ciągną na plażę a my skupiamy się na gnieceniu gryfu. I nawilżamy gardła.

godz. 16:00

Dojeżdża do nas szwagier z żoną. Szybkie piwko, wrzucamy coś na ruszt i poobiednia kawka. Z daleka ze sceny słuchać próby zespołów; to jak przystawka przed głównym daniem. Czas przygotować galowe ciuchy...

godz. 19:40

Wchodzimy na amfiteatr. Niestety, pogoda się nieco psuje. Idziemy z Agatą na zaplecze - za chwilę jej pierwszy w życiu występ przed mrągowską publicznością. Pojawia się Lonstar ze swoja wierną czarną gitarą, kilka słów otuchy dla młodych wykonawców i już jest lżej. Wieś Band Bielany na scenie kończy swój wspaniały występ, czas na mistrza. Kilka energetycznych piosenek w najlepszym wydaniu rozgrzewa w sumie nieliczną jak na możliwości mrągowskiego amfiteatru publiczność - dość powiedzieć, że mając wykupione dosć odlegle miejsca bez problemu przenosimy się do drugiej ławki na wprost sceny. Nikt nie wygania, więc zostajemy do końca. Wokół dużo znajomych twarzy i mało kapeluszy po 8 zł. To o czymś świadczy. Po Michale na scenie instaluje się jak zawsze profesjonalny Czarek Makiewicz i jego goście - Krystyna Mazur, Konrad Milczarski i Agata Bzinkowska. Szczerze mówiąc nie wiem, jak wypada dwóch pierwszych artystów, ponieważ wracam na zaplecze i życzę powodzenia Agacie - w końcu znamy się nie od dziś i czuję się odpowiedzialny za jej występ. Szybki bieg z powrotem i ... pełen sukces! Dziewczyna śpiewa bez cienia tremy, jakby występ nad Czosem nie był jej pierwszym w karierze. Otrzymana statuetka z pewnościa będzie wspaniałą pamiątką. Czas na Alicję Boncol - wspaniały głos, charyzma i drapieżny wygląd czynią z niej prawdziwą pierwszą damę polskiego country. Publika szaleje i śpiewa wraz z Alą. Na scenę wchodzą chłopaki z The Medley, a my idziemy nawilżyć wysuszone od śpiewu gardła. Spotykamy Gabrysię Mycielską, która w sobotę bierze udział w konkursie 7 Wspaniałych. Nawet nie wiadomo, kiedy kilkadziesiąt minut zlatuje na przemiłej rozmowie. Na koniec wspólna fotka z Gabi i kopniak na szczęście. Jesteśmy pewni, że wygraną ma w kieszeni. Colorado Band kończy swój występ, kiedy decydujemy się zmienić klimat. Już przy wyjściu spotykamy wychodzącegoLonstara, więc z przyjemnością odprowadzamy go do hotelu. Krótka rozmowa o jutrzejszym dniu i Michał znika w recepcji. Czas odpocząć - jutro próby od rana.

godz. 24:00

Na 'mordowni' tłum ludzi przed sceną Gładek Brothers Band. Wszyscy wspólnie śpiewają "Whisky moja żono", "Sweet Home Alabama" i inne evergreeny bluesa i country-rocka. I tak do 2 w nocy, kiedy to przy dźwiękach country chmiel wygrywa z mięśniami powiek. Ale walczyliśmy do końca.

 


Sobota, 24.07.2010


godz. 7:30

Budzi mnie szum wiatru. Na coś się zanosi... Już niedługo się przekonam jak bardzo mam rację. Szybki prysznic i kawa. I druga kawa. Wiewiórki przestają tupać po gałęziach. Można zacząć myśleć.

godz. 12:00

Jedziemy do miasta. Kiedy jesteśmy w lodziarni, na zewnątrz rozpętuje się istna nawałnica. Dość powiedzieć, że w górę lecą parasole z ogromnymi betonowymi stopami. Ściana deszczu, potężny grzmot i na chwilę braknie prądu. Kiedy się uspokaja, szwagry wyjeżdżają do domu. Tymczasem pojawia się Dorota Krawczyk, moja podopieczna z Chełmna, która dwa tygodnie wcześniej wygrała Ogólnopolski Przegląd Piosenki Country dla Dzieci i Młodzieży i w nagrodę śpiewa na scenie miejskiej. Przyjeżdża Piotr 'dzidziuś' z żoną Małgosią, nadciągają również Magdalena Lonstarowa i Mikołaj Kruczyński. Serdeczne powitanie na schodach przy małej scenie i zaczyna się występ młodych artystów. Najpierw Klaudia Milczarczyk z brawurowym wykonaniem "Jolene", Gustaw Bzinkowski z własnym instrumentarium i swobodą sceniczną oraz Dorota, która swoją interpretacja "Hallelujah" podbija serca dość licznej jak na tę pogodę publiczności. Kiedy na scenie przygotowuje się Jukebox, my idziemy cos zjeść. W połowie karkówki Dzidzia odbiera telefon z informacją, że na campingu leży kilka powalonych przez wiatr drzew. W tym jedno na naszym domku. W duchu umieram z niepokoju o sąsiadów w namiotach, ale okazuje się, że wszystko jest OK. Samochód też ocalał - drzewo zatrzymało się na dachu, 2 metry od zaparkowanego auta. Wracamy na camping w tempie szarżującego byka i odkrywamy, ze wichura narobiła dużo szkód. Jeden samochód doszczętnie zniszczony, kilka lekko uszkodzonych no i to bydlę na naszym dachu. Proszę obecną na miejscu straż pożarną o usunięcie. 10 minut i po problemie; brawo i dziękuję, chłopaki! Chociaż w duszy jeszcze wszystko dygocze, wracają usmiechy. Odkrywam dziurę w dachu, ale konserwator w pół godziny naprawia problem - Pani Irenko, serdeczne Bóg zapłać za sprawną organizację! Szczerze mówišc, gdyby nie wsparcie duchowe sąsiadów, byliśmy już blisko decyzji o wyjeździe. Takie przeżycie potrafi telepnąć nawet największym optymistą - obawiam się powtórki załamania pogody, a kilka drzew jest poważnie osłabionych.

godz. 16:00

Dzidziuś i Gosia wprowadzają się do domku. Piotr sprawdza pogodę w Internecie - nic już nie zakłóci atmosfery, humor więc w pełni nam wraca. Pijemy kawę, rozmawiamy z podobnymi nam fanami muzyki country i szykujemy się na wieczór pełen wrażeń.

godz. 20:40

Poinformowani o przesuniętej godzinie rozpoczęcia koncertu wyruszamy pod bramę amfiteatru. Tłum gęstnieje z każdą chwilą. Robi się naprawdę niebezpiecznie. Organizator nie zadbał o dostatecznš ilosć wejsć, więc ludzie napierają z coraz większą siłą. Dzieci i kobiety są dosłownie miażdżone; nie ma jak się ruszyć. Dwóch podchmielonych gości przerzuca się epitetami na temat prowadzenia się ich matek, jakiś facet krzyczy, że odeszły mu wody płodowe. Mnie ktoś wkłada do kieszeni 10 złotych. Dziwne. Ale przyjemne. Tylko dzięki nieugiętej postawie Gosi i solidnej posturze Dzidzi udaje się wepchnąć moją biedną wygniecioną żonę w bramkę; nam udaje się to po kilku minutach. Już wiemy, jak czują się śledzie w puszce. Chwila na złapanie oddechu. Przejscie 30 metrów zajęło nam pół godziny, dlatego tracimy występ Dusty Guitars, za który w końcu zapłaciliśmy. Dziwi mnie, że organizator tak beztrosko podszedł do sprawy bezpieczeństwa. Już później dowiem się, że podczas Love Parade wydarzyła się podobna, choć o wiele tragiczniejsza sytuacja. A co, gdyby tutaj tak się stało? Najwyżej odszkodowanie wrzucono by w koszta...

godz. 21:55

Na scenie pojawia się chłopiec o pdeudonimie Maciej Rock. Wrzeszczy coś do mikrofonu i tresuje publikę pod wejście live na Polsacie. "Polska musi widzieć, jak wspaniale się bawicie, dlatego musimy to przećwiczyć". Pozostawię to bez komentarza... Nie wiem, kto zdecydował o prowadzeniu festiwalu przez tego chłopczyka przebranego za 'komboja', ale moim zdaniem lepiej by tu wypadł ktoś z większą ogładą i mniejszym wypierdem z paszczy. No, ale takie są chyba wymogi telewizji Pana Solorza i Jej Ekscelencji Niny Terentiew.

godz. 22:00

Na znak dany przez komboja ludziska szaleją, szlochają, ryczą, wyją, buczą, gwiżdżą i ogólnie podskakują jak kukiełki w teatrzyku! Będziemy w telewizji!!! Kamery i tak nie pokazujš publiczności, ale to nic. Nieliczni, w tym nasza ekipa ostentacyjnie siedzimy bez ruchu. Z prądem, jak to mawiają starzy górale, byle g...o płynie, a pod prąd jeno ślachetno ryba. Rozpoczyna się koncert "7 wspaniałych". Na scenie pojawia się Alicja Boncol i zapowiada Gabrielę Mycielską, wokalistkę zespołu Fayerwerk. Gabi wyśmienicie śpiewa piosenkę "Whose Bed Have Your Boots Been Under". Po kolei pojawiajš się kolejne pary - artysta i jego protegowany: Lonstar i Kasia Popowska, Cezary Makiewicz i Joanna Gołombiewska, Tomasz Szwed i Łukasz Jemioła, The Medley i Klaudia, Mariusz Kalaga i Sara Stano, Honky Tonk Brothers i Marysia Gorajska. Młodzi dają czadu, orkiestra Kukla Band naprawdę robi wrażenie. Po secie konkursowym na scenę wychodzi Maciej Maleńczuk. I tutaj muszę napisać o czymś, co mnie i Dzidzi kazało wyjsć w tym momencie na piwo. Jak można mieć w sobie tyle nonszalancji, braku kultury i szacunku, żeby ze sceny obrażać własną publiczność? Jak można będąc gościem szczekać na gospodarza? Pominę już fakt, że "Ring of Fire" wyszło mu jak koszula z gaci. Nie wspomnę słowem o nieszczęsnym zestawie piosenek rozrywkowych mających z country tyle wspólnego, co d..a z rękawiczką. Nawet nie zająknę się na temat faktu, że każdy wykonawca powinien być poddany badaniom na obecność środków odurzających w organizmie, bo fizjonomia artysty budziła powszechne wsród publiki podejrzenia co do stanu umysłu i ducha tegoż. Ale nie mogę przejsć nad jednym obojętnie - NIE ŻYCZĘ sobie, żeby ZA MOJE pieniądze, NA MOIM festiwalu ktos wyzywał mnie, moją żonę i moich przyjaciół od prostaków i wiesniaków, a muzykę, którą kocham okreslał mianem "badziewia'. Powiem więcej, domagam się PUBLICZNYCH przeprosin na antenie Polsatu w czasie największej oglądalności. Obraził tych wszystkich, którzy przyjechali tutaj dla autentycznej muzyki country, dla atmosfery tego miejsca, wreszcie po to, aby spotkać się z pokrewnymi duszami. Trzeba mieć nawalone jak Cyganka w tobołku żeby niczym farbowany lisek bez żenady (choć żenująco) opluwać publikę na cały świat. To jak zrobić kupę na dywanie na przyjęciu u znajomych. Polsat powinien za to dostać karę od KRRiT!!! Nie szanuję już Pana, Panie Macieju. Zawiodłem się srodze.

Dobra, wracamy na widownię, bo za chwilę ogłoszenie wyników. Najpierw głosowanie telewidzów (szkoda, że my w amfiteatrze nie możemy głosować - nie znamy numerów, a nic się na telebimach nie wyswietla. Organizacyjna kupa.), później werdykt jury, w którym dla przedstawicieli muzyki country niestety zabrakło miejsca. Wygrywa Marysia Gorajska. Serdeczne gratulacje, oby ta wygrana przyniosła nam same korzyści w postaci wielu nowych pięknych piosenek country. Marysiu, nie daj soba manipulować - kto raz wpadnie w szpony telewizji, najczęściej zostaje zmielony przez tryby tej komercyjnej machiny. Wierzę, że będziesz potrafiła powiedzieć "nie", kiedy ktoś każe Ci śpiewać coś innego, niż country. Bo naiwnie wierzę, że profesjonalne nagranie maxi-singla, które jest nagrodą dla zwycięzcy, oznacza nagranie w stylu country. Czy nie zbyt naiwnie? Wszak "duże kompromisy gwarantują liczne bisy", cytując z utworu Michała Lonstara. Trzymam za Ciebie kciuki. A tak nawiasem mówiąc - pomysł wyjścia Lonstara w koszulce "Czyste Country" uważam za genialne zagranie marketingowe. My wiemy, co miałeś na myśli, wskazując palcem na napis podczas ostatniej linijki refrenu. Operatorzy dość skutecznie kadrowali jednak od piersi w górę. Koniec nawiasu.

Zaraz po ogłoszeniu werdyktu zwijamy się z ekipa z amfiteatru. Zresztą, widownia przerzedza się dość znacznie, ponieważ kończy się Polsatowski show, a zaczyna country - na scenę wychodzi Tomek Szwed. Ponieważ widzieliśmy go kilkanaście dni wcześniej w Swornegaciach, wybieramy nockę na 'mordowni'. Wiemy, kto jak zawsze się tam pojawi i za darmo zagra dla tych, którzy przyjechali tutaj po dźwięki południa. No i nie mylimy się - Michał gramoli się na scenę Gładków i przy udziale chłopaków z HTB przez ponad godzinę daje takiego czadu, że czujemy się, jakbyśmy byli w samym sercu Nashville. Około 4 nad ranem Lonstar schodzi ze sceny i znika w rozentuzjazmowanym tłumie. Mała refleksja - w tym roku Lonstar wydawał się być szczególnie rozgoryczony cekinadą mrągowskiego festiwalu. Nie wierzę, że nie chce mu się dalej walczyć, jak sugerował to jeden podchmielony gość siedzący obok nas. Walka na dobre rozpoczyna się w Wolsztynie. A po trzech dekadach starań wreszcie jest szansa na wygraną pierwszą bitwę.

godz. 4:40

Wracamy do domku zmęczeni, ale szczęśliwi. Warto było.

 


Niedziela, 25.07.2010


godz. 7:55

Kawa z rana jak śmietana... Laser jak co dzień przygrywa na dzień dobry. Ktoś gotuje wodę, ktoś robi kanapki, ktoś się pakuje... Czas wracać. Chociaż chcemy zostać na mszy country, musimy być po południu w domu, a z powodu parady nie zdążylibyśmy wyjechać na czas. Pożegnanie z Dzidzią i uroczą Gosią, obietnica spotkania w Wolsztynie, kilka pamiątek dla bliskich i wyjeżdżamy. Na samochodzie łopocze flaga "Piknik Country Mrągowo". Łopocze pomimo tego, co się nie podobało; a raczej dlatego, że wiele było pięknych chwil. Na pewno wrócimy tutaj za rok i bez wątpienia znów na coś ponarzekamy. My, prostaki i wieśniaki już jezdemy takie badziewne...




Zakaz kopiowania, rozpowszechniania części lub całości bez zgody redakcji COUNTRY.WORTALE.NET.



komentarzy: 2         Dodaj komentarz

2010-08-03 14:17 | Marcin-trucker z Żukowa

Komentarz-nic dodać nic ująć,Pana Michała poznaliśmy(małżonka i ja) we Fromborku,skąd mamy wspólne zdjęcie i piękną od Niego dedykację. Tam też zetknęliśmy się z country na żywo po raz pierwszy-zakochaliśmy się,zarażając mam nadzieję nasze dzieci.MRĄGOWO- AGATA?! wspaniały głos-mamy wspólne fotki,także z jej Tatą(pewnie nas zapamiętała)będziemy Jej kibicować.Występy do 4rano na platformie na kempingu były super, Lonstar dał czadu, inni także.Tylko żal,że nie dane nam było gościć w Wolsztynie,ale przyszły rok,to Frombork,Mrągowo,Wolsztyn będą priorytetami.Pzdr.Marcin



2010-07-29 21:12 | kefas

Jak ma mój gust ... to ciągle się rozwijasz Teacher ... oby tak dalej ... świetny tekst :)



Wszelkie prawa zastrzeżone © idea4you.eu - Projektowanie stron WWW dla każdej firmy | System CMS | | mapa witryny | login