rozmiar czcionki A A A
czytano 3371 razy

Visagino country festiwal 2008

 

Byliśmy w Visagino.  Za namową Magdy "Wilczycy" i Michała LONSTARA pojechaliśmy niewielką 7 osobową grupą na Litwę, zobaczyć jak nasi sąsiedzi organizują festiwal country. Wróciliśmy zachwyceni.

Poniżej artykuł napisany przez Magdę, wnikliwie pokazujący co działo się na festiwalu. Zdjęcia jak tylko do mnie dotrą to też oczywiście będą zamieszczone.

Magda pisze o tej stronie bardziej artystycznej, z punktu widzenia artysty występującego na scenie. Mam nadzieję że uda nam się napisać tekst przedstawiający odczucia tych którzy byli pod sceną.

 

Na razie życzę przyjemnego czytania profesjonalnego tekstu "Wilczycy".  Nie zawiedziecie się. Mam nadzieję że po tych relacjach będzie nas więcej w Visagino nie tylko na scenie ale również po tej drugiej stronie, bo warto.

 

Piotr Pleskot "dzidzia"

 

 

„KAS YRA KANTRI MUZIKA”

czyli

TARPTAUTINIS KANTRI MUZIKOS FESTIVALIS VISAGINO COUNTRY” 2008

 

You’re at home, Magda –

- Elena z uśmiechem zwraca się do mnie, otwierając drzwi samochodu, którym podjechałyśmy pod hotel “Aukątaitija”.

Zakładając identyfikator z dobrze znanym napisem: „DALYVIS – LONSTAR & SEXY TEXAS”, podświadomie sięgam myślami do Willie Nelsona i jego utworu „Home is where you’re happy” („Dom jest tam, gdzie jesteś szczęśliwy”). Yeah...

      Zanim jednak wtoczyliśmy się z bagażami na siódme piętro „Aukątaitiji”, to rozpoczęliśmy nasz udział w festiwalu baaardzo wczesnym ranem, w Wilnie. Wspólnie z Eleną, wzięliśmy udział w programie telewizyjnym na żywo p.t. „Labas Rytas” („Dzień Dobry”), w bloku promocyjnym festiwalu, na który złożył się krótki wywiad z Lonstarem, w tym roku występującym w charakterze gościa festiwalu i akustyczne wykonanie jego nowej piosenki p.t. „Song To Think About” z pomocą gitary, którą w ubiegłym roku otrzymał jako nagrodę od sponsora imprezy – firmy UTENOS, wypowiedź Eleny, oraz występ taneczny Sexy Texas. Kolejny raz Litwa zaskakuje mnie pozytywnie: przyzwyczajona do polskich realiów telewizyjnych, które bywają „takie sobie”, zwłaszcza w odniesieniu do countrowców, tu w komfortowej garderobie piję świeżą kawę, inspicjentka pilnuje czasu i sprawdza, czy nic nam nie brakuje, akustyk nie ma problemów z występem live, prowadzący program młody prezenter zadaje inteligentne i rzeczowe pytania, wokół nas panuje atmosfera pogody i sympatii, a my czujemy się swobodnie i bezstresowo. I pewnie dlatego zaraz po przyjeździe do Visaginas usłyszę od Ruty i Iriny, że program wypadł świetnie.

       Prosto ze studia, w „telewizyjnym” sztafażu i makijażu jedziemy na dworzec, gdzie już czeka na nas Ewa, na której nasz wygląd robi zdecydowanie mniejsze wrażenie, niż na personelu sąsiadującej z dworcem restauracji McDonalds... W hotelu przepakowujemy się w coś bardziej „casual” i już w komplecie upychamy się do lonstarowego auta, które... jakiś czas jedzie. Humory dopisują, przejechaliśmy już kilkadziesiąt kilometrów, „a tu spod maski biały dym...”, że zacytuję klasyka.... Wrzask „PALI SIĘ!!!” podnosimy równocześnie wszystkie cztery, kłęby dymu unoszą się także wewnątrz samochodu, a ja przez sekundę widzę w myślach maksymalnie załadowany bagażnik, w którym jest świeżo zatankowany zbiornik z LPG... Parkujemy w leśnej przecince, gaśnica na szczęście nie jest potrzebna. Natomiast pomoc jest nam potrzebna zdecydowanie, najlepiej drogowa. I znów zdaje egzamin litewska niezawodność: po godzinie toczymy się pomału za samochodem Eleny do pobliskiego Pabrade, gdzie polskojęzyczna załoga auto serwisu na jej widok kłania się w pas i po kolejnych 30 minutach naprawione auto wyjeżdża z hali, a na pytanie o koszt, właściciel macha ręką, wskazuje na Elenę i mówi coś o „Visagino Country”... No, ciekawe, czy mechanik w takim na przykład Olsztynku, postąpiłby podobnie....?

      Resztę drogi do Visaginas razem z Eleną zawzięcie kibicujemy litewskim koszykarzom w Pekinie, którzy w końcu szczęśliwie wygrywają mecz z Rosją. Hurra, wrzeszczymy przez otwarte okna, bijemy brawo i otwieramy „Utenosa”.

 

Na schodach już czeka na nas niezawodny Denis,

a w pokoju czeka na mnie mój ulubiony parapet do siedzenia i obiad w hotelowej restauracji.

Po tych wszystkich przygodach, wreszcie możemy wrzucić na luz. Jest czwartek, wczesne popołudnie, jutro ruszy festiwal, ale jeszcze dziś przyjadą wszyscy artyści i to dziś jest przegląd młodych talentów „Country Hopes”.

      Tegoroczny przegląd to występy 35 (!!!) zespołów młodzieżowych i dziecięcych z całej Litwy. W większości są to zespoły taneczne, ale wokalnych także nie brakuje. Każdy z nich, to minimum 8 osób, a były i takie po kilkanaście. I to jest to, co za każdym razem gdy jestem w Visaginas, zadziwia mnie najbardziej. Od kilkulatków w wieku przedszkolnym do prawie 20-latków, stylowo ubrani i pełni zapału, stają na scenie żeby tańczyć i śpiewać country. I jeśli nawet tylko kilka procent z nich pójdzie dalej tą drogą, to i tak będzie to niebagatelna liczba młodych wykonawców tego gatunku. A jakiej klasy artyści z nich wyrastają można się przekonać na przykładach, które dziś stają już na dużych scenach, takich jak Vixva, gitarzysta Edgar „Sepa” czy taneczny „Salunas”. O nich zresztą będzie potem więcej.

      Natomiast jakim cudem Elenie, Virgisowi, Šimasowi i całej country elicie litewskiej udało się zaszczepić tę muzykę do powszechnej znajomości litewskim szkołom i domom kultury, jest pytaniem retorycznym. Przestałam się nad tym zastanawiać, gdy przyszło mi prowadzić warsztaty taneczne podczas „Country Hopes” dwa lata temu i gdy zobaczyłam autentyczne zaangażowanie i pomysłowość pracowników tamtejszego Centrum Kultury. Tam po prostu tak jest, bo taka jest litewska natura i kultura. Myślę sobie, że być może także dlatego, że litewska niepodległość miała na głowie kowbojski kapelusz, a im uzyskać ją było trudniej niż nam. Szacunek i przywiązanie do kultury country, będącej symbolem wolności, otworzyły serca na piękno tej muzyki, a dzięki tak szerokiej gamie imprez dla dzieci i młodzieży, dzięki temu, że te młodziutkie zespoły ciągle gdzieś występują, są zadbane i otoczone fachową opieką, ta świadomość country cały czas rośnie – razem z motywacją do jej rozwijania.

 

*******

      Zaczyna się ściemniać, gdy wracamy do hotelu. Oczekiwanie na przyjazd Colorado Band umilamy sobie produktami lokalnego browaru i wspomnieniami z poprzednich festiwali, a kiedy wreszcie o północy podjeżdżają pod „Aukątaitiję”, postanawiamy uroczyście powitać zaprzyjaźniony zespół.... czerwonym dywanem na schodach hotelu. A ponieważ czerwonego zabrakło, to różowym - wąskim, rozwiniętym z rolki, o ile pamiętam marki „Velvet”.... No cóż taki akurat był pod ręką, a w końcu przecież liczą się chęci... Į sveikatą!!!

 

 

Piątkowe popołudnie w Visaginas funduje nam pogodę żywcem z Nashville.

      Gdy wracamy ze stadionowej próby pokładowy termometr wskazuje 38 stopni, a parujący po nocnej ulewie las ustawia wilgotność na poziomie 100%. Żartujemy, że pogoda też się dostosowała do countrowego profilu imprezy.

      A my już poznaliśmy dzisiejszych artystów: Vivien Searcy ze Szwecji i Gunnara Thomasa z Norwegii i niecierpliwie czekamy na wieczorne koncerty. Dojechali już także nasi dobrzy znajomi z Niemiec, zespół NightHawk, a pod hotel właśnie podjeżdża polska ekspedycja, czyli Elbląg z Piotrem Pleskotem i Małgosią na czele oraz Warszawa – Ela i Marek z Dancing Riders.

      Tegoroczny festiwal to 15 jubileusz VISAGINO COUNTRY, ale oprócz tortu i kilku akcentów na after party, żaden „benefis”, czy inne jubileuszowe nadęcie nie zakłóca typowego przebiegu imprezy, mimo, że oprócz urodzin festiwalu, to także urodziny jego współtwórcy Virgisa Stakėnasa. Jedynie na wstępie festiwalowego katalogu Elena pisze:

      „...Z serca gratuluję wszystkim z okazji piętnastolecia festiwalu. Życzę wam przeżycia samych przyjemnych chwil, zawarcia nowych przyjaźni oraz abyście poznali i zrozumieli ‘co to jest to country’ (‘kas yra kantri muzika’)...”. Oczywiście jestem dumna i ucieszona, że to cytat z Lonstara staje się przesłaniem festiwalu, a Denis ucieszony jeszcze bardziej, pokazuje mi okładkę tegoż folderu, na której widnieje fotos z ubiegłorocznego finału – Denis, Suzie Candell, Wiola i ja. Tak... sięgam pamięcią o rok wcześniej - to był rzeczywiście wyjątkowy festiwal, dla nas pełen wzruszeń. A przed nami już kolejna jego edycja i kolejne wrażenia. Otwarcie odbywa się tradycyjnie: Elena Čekienė, mer Vytautas Račkauskas, potem z nieba lecą kaskady tęczowych serpentyn i rusza pierwszy koncert, czyli litewski „Jonis”. To stali bywalcy zarówno visagińskiej sceny, jak innych festiwali na Litwie i Łotwie. Historia zespołu sięga ponad 20 lat, a ich stylistyka oscyluje bliżej tradycyjnego, akustycznego grania: dużo skrzypiec, banjo, kontrabas i akordeon, słyszalny w cajunowych klimatach.

      Po litewskim zespole czas na polsko-amerykański mix, czyli George Hamilton IV z towarzyszeniem naszego Colorado Band. Obu artystów raczej przedstawiać nikomu nie muszę, natomiast oba koncerty George’a IV – piątkowy i sobotni zaplanowany jako występ ojca z synem czyli Hamiltonem V – były niezwykłe. Nie przez przypadek Hamilton IV nosi tytuł Międzynarodowego Ambasadora Muzyki Country: jego nieprawdopodobna umiejętność jednoczenia artystów w jedną countrową wspólnotę powoduje, że różne osobowości z różnych krajów potrafią wspólnie stworzyć piękne, wzruszające widowisko muzyczne. I tak oprócz ojca z synem z USA i polskiego Colorado Band, w trakcie koncertów George’a w różnych utworach pojawili się: Lonstar („Jambalaya” i „Will The Circle Be Unbroken”), Algirdas Klova (skrzypce, chórki i tłumaczenie na litewski wstępu do „Amazing Grace”), Virgis Stakėnas (zwrotka „Amazing Grace” po litewsku), Alexander Biełkin (Rosja), a podczas sobotniego jam sesion George zaśpiewał wspólny mini-recital z Pitsem Andersonem z Łotwy (z którym jak się okazało, znali się dużo wcześniej, z czasów wschodnioeuropejskich podróży Hamiltona IV), z towarzyszeniem muzyków: z Vixvy, z zespołu Pistsa, oraz Janusza Pawłowicza z Colorado Band, Lonstara, Edgara „Sepy” i Algirdasa Klovy. Tai yra kantri muzika!

      Ale na George’u nie kończą się piątkowe wrażenia – przed nami wspomniana wcześniej Vivien Searcy, Amerykanka osiadła w Szwecji i w jej barwach występująca. Tu posłużę się cytatem z Piotra P., który tak oto ocenił występ Vivien: „Ona była świetna!”. Nie muszę przekonywać, że też tak uważam, natomiast dodam, że oprócz pięknego głosu i wysokiej klasy zespołu towarzyszącego „The Ozarks”, Vivien posiada także talent songwriterski, sama pisze swoje piosenki, utrzymane w moim ulubionym stylu ciepłego, współczesnego honky-tonka, a w osobistym kontakcie okazuje się taka jak jej utwory: ciepła, pogodna, kumpelska.

      Gunnar Thomas, przedostatni artysta piątkowego wieczoru, to drugi po Arly Karlsenie wykonawca z Norwegii, którego dzięki Visagino Country mam okazję usłyszeć na żywo, ale Gunnara jako postać norweskiego country znałam już wcześniej. To jeden z najwyżej cenionych artystów country w Norwegii, jeden z trójki tworzącej formację „European Highwayman” (Gunnar Thomas, Arly Karlsen i Ove Stoylen). Zakorzeniony i wykształcony w USA, współpracujący i nagrywający z nashvillskimi muzykami, a także jako muzyk – z Waylonem Jenningsem i Bobby Bare’m – jest jednym z przykładów prawdziwego amerykańskiego country na europejskim gruncie.

      Gunnara i ostatni tego wieczoru niemiecki NightHawk mogę już obejrzeć na pełnym luzie, bo nasz udział taneczny na scenie na ten wieczór już się zakończył. Dołączam więc do polskiej ekipy na stadionie i wspólnie bawimy się dalej. Na temat NightHawk pisałam niedawno w relacji z Berlina, więc tylko przypomnę, że ta amerykańsko-niemiecka grupa, to mocniejsze, country-rockowe brzmienia i żywiołowy sceniczny show. Pod tym względem są idealni na tak późną porę – publiczność zrywa się do zabawy, z nami włącznie. Wychodzimy przed końcem koncertu tylko dlatego, aby uniknąć powrotnego tłumu na ulicy.

 

„It’s incredible! How old is she?!”

- stojący obok mnie Hamilton IV łapie się za głowę, a obie z Ewą również stoimy wryte w podłogę i z opadniętą szczęką słuchamy występującego podczas after party zespołu VIXVA, a zwłaszcza jednej z jego czterech wokalistek – Alvity, wykonującej utwór „Lovesick Blues”.

      A niezwykłość tego faktu polega na tym, że my słyszymy dojrzałą, stylową, z pełnym profesjonalizmem śpiewającą kobietę, podczas gdy Alvita ma lat 14, a jej najstarsza siostra – wokalistka – 17. Bo VIXVA to zespół rodzinno – młodzieżowy. Założony i prowadzony przez ich ojca i nauczyciela muzyki przy szkole muzycznej, skupia w sumie około 12 muzykujących nastolatków, w tym dzieci założyciela, Viktora Tomaąovasa, który w zespole jest gitarzystą, basistą i gra na instrumentach klawiszowych. VIXVA działa od 2000 roku, od 2002 zaś jest już znanym i zapraszanym na duże imprezy zespołem. Od 2003 roku prawie zawsze są na „Visagino Country”, w 2005 laureaci tytułu „Debiut Roku”, a w 2006 roku nagrali i wydali coverową płytę „VIXVA – Country Greatest Hits”, na której znalazły się różne utwory amerykańskie we własnej aranżacji zespołu. Fenomen Vixvy to nie tylko ilość – to przede wszystkim jakość. Prawie wszyscy grają na co najmniej dwóch instrumentach i co najmniej sześcioro z nich śpiewa swoje solowe partie wokalne. Oprócz tego wszyscy uczestniczą w aranżacjach, śpiewają vocale harmoniczne i co najważniejsze: czują i słuchają country i świetnie się przy tym bawią. Tegoroczny skład wokalny Vixvy to cztery dziewczyny: Alvita, Aurelija, Simona i Gabrijele oraz gitarzysta Aleksandras. Co do pozostałych muzyków, to nie jestem w stanie ich policzyć i spamiętać. Oprócz udziału w jam session, VIXVA otwierała sobotni wieczór na stadionie. Słyszałam ich już wcześniej w Visaginas, ale „Lovesick Blues” opracowali dopiero niedawno i to wykonanie dotarło do mnie po raz pierwszy w tym roku.

      A oto jak na to wokalne odkrycie zareagował George Hamilton IV podczas sobotniego after party: „Słyszałem Hanka Williamsa gdy śpiewał „Lovesick Blues”. Potem przez wiele lat słyszałem wiele wykonań tego utworu, niektóre bardzo dobre, ale nigdy nie sądziłem, że ktoś mógłby wykonać go tak dobrze, a nawet lepiej, niż oryginał – aż do dziś. Alvita, zaśpiewaj mi to proszę jeszcze raz...”. Do Nashville Hamilton IV wyjechał z płytą Vixvy w ręce, a ja szczerze trzymam kciuki za ich wszelkie dalsze sukcesy.

 

Sobotni koncert stoi pod znakiem Hamiltonów, Virgisa Stakenasa i Lucie Diamond,

a dla mnie i Denisa, także pod znakiem „Seni Draugai”. Ale zanim to nastąpi, festiwalowy support zapewniają formacje taneczne – laureaci „Country Hopes” oraz goście z Łotwy.

      Taneczny „Salunas”, to trochę taki sam przykład countrowej młodzieży, jak muzyczna Vixva. Miałam okazję widzieć ich występy już kilkakrotnie, także na „Country Hopes”, ale występowali już nie raz także na głównej scenie VISAGINO COUNTRY, zapewniając oprawę taneczną festiwalu. Cztery pary taneczne, własne choreografie, radosne tańczenie i profesjonalne przygotowanie. W tym roku podziwiamy ich w pięknym i ciekawym walcu, do muzyki Virgisa Stakėnasa oraz w rock’n’rollu z akrobacjami.

     „Jitterbug Dancers” z Łotwy, to żeńska formacja, wychowanki naszej dobrej znajomej z „Country Topu”: Dzintry Rožite, z którą wreszcie mamy okazje znów się spotkać i wymienić wrażenia. Dziewczyny podobają nam się bardzo, przede wszystkim pomysłowość w choreografiach i pełen życia taneczny show.

      Program wieczoru kontynuuje wspomniana wcześniej VIXVA, a kolejny punkt to koncert Virgisa Stakėnasa. Ten „Olbrzym z północy”, jak pieszczotliwie do niego się czasem zwracamy, to autentyczna legenda litewskiej muzyki – i to nie tylko muzyki country. To między innymi jego kapelusz litewska niepodległość miała na głowie, a na wydanej z okazji 55 urodzin płycie znalazło się wiele utworów Virgisa, których kiedyś zakazała radziecka cenzura. Współtwórca festiwalu, animator i producent innych festiwali i wydarzeń countrowych na Litwie (m.in. festiwalu country w Sialuai, „Country Night” na dorocznym festiwalu muzycznym z Kłajpedzie, i.t.d.), autor wielu piosenek, w tym tej najbardziej wrosłej w visagińską tradycję, czyli „Seni Draugai”. W tym roku także, podobnie jak w ubiegłym – wspólnie z Rutą prowadzący konferansjerkę obu festiwalowych wieczorów.

      Virgis rzadko występuje z dużym zespołem, z reguły są to akustyczne występy z gitarą, czasem solo, czasem w trio. Tym razem Virgisowi na scenie towarzyszył gitarzysta i skrzypek, wspomniany Edgar Piąčikas „Sepa”. Chłopak, który jeszcze dwa lata temu po prostu brał udział w warsztatach muzycznych, udzielał się na jam sessions i cały czas się uczył. Sepa uczy się od najlepszych gitarzystów i skrzypków świata, a to co na tych obu instrumentach potrafi zagrać wcale nie odbiega od poziomu jego mistrzów. I tak oto ten młody chłopak zafascynowany muzyką country, teraz staje na największej litewskiej scenie u boku największej litewskiej gwiazdy. I to jest jedna z możliwych, odpowiedzi na pytanie, co dalej dzieje się z tymi dziećmi, które można obejrzeć na „Country Hopes”.

      Rozpoczynający właśnie swój koncert Pits Anderson z Łotwy, to kolejny fragment historii country krajów nadbałtyckich. Pierwsze koncerty Pitsa w jego karierze to rok 1959, jest uważany za pierwszego w historii artystę w Europie Wschodniej, który śpiewał autentyczne amerykańskie rock’n’rolle w czasach Związku Radzieckiego. Pits jest stylistycznie osadzony bardziej w korzeniach amerykańskiego rock’n’rolla, western swingu, rockabilly. Często w jego twórczości pojawiają się tzw. „oldies”, przearanżowane i odnowione w jego własnym stylu, ale cały czas pozostające w klimacie rock’n’rollowej rewolucji amerykańskiej. Koncertowi Pitsa uważnie przygląda się George Hamilton IV, potem na after party powtórzą wspólnie kilka utworów, które tu zabrzmiały.

      Kanadyjski wokalista, showman i wirtuoz skrzypiec, Brian Sklar, to powrót do lat 50 – 60 z Nashville i Las Vegas, do brzmień Raya Price’a i Boba Willsa – wizualnie i muzycznie. Bardzo wysoki poziom i świetnie zgrany zespół, a ich motto: „dawne klasyczne country zagrane ze współczesną energią” w sposób widoczny sprawdza się na się na scenie. Leader poza śpiewaniem, bawi publiczność „efektami specjalnymi”, które wyczarowuje ze swoich skrzypiec. Brianowi spodobał się występ Sexy Texas, który wyróżniał się spośród innych grup tanecznych niekonwencjonalnym wizerunkiem, a następnie zaprosił nas do udziału w totalnie improwizowanym finale swojego koncertu.

      A przed nami już Lucie Diamond. Ta młoda Brytyjka przez ostatnie dwa lata wzięła szturmem europejski rynek country, wygrywając w 2006 roku cztery z sześciu nominacji w plebiscycie European Country Music Association: Wokalistkę Roku, Debiut , Album i jego tytułową Piosenkę Roku „I Wanna Be Rich”. W Europie wystąpiła już chyba wszędzie gdzie się dało, łącznie z francuskim „Mirande Country Festival”, ma za sobą także Amerykę, w tym Grand Ole Opry, a w nagraniach do jej albumu wziął udział m.in. Albert Lee.

      No i ostatni koncert VISAGINO COUNTRY 2008, czyli George Hamilton V i Colorado Band. Współpraca Colorado z Georgem trwa już wiele lat, bywali razem w Polsce kilkakrotnie, także na tegorocznym Pikniku w Mrągowie. Na litewskiej scenie pojawili się w tym zestawie już po raz czwarty, a z ich koncertu w Visaginas w roku 2000 powstało niedawno regularne wydawnictwo DVD, które fanom George’a i Colorado szczerze polecam.

 

„...jau seniai taip reikėjo vėl susieit…” - ( „...jak starzy kumple, potrzebujemy się znów tak zjednoczyć...”)

      - Virgis Stakėnas festiwalowym hymnem „Seni Draugai” („Starzy przyjaciele”) rozpoczyna ceremonię zamknięcia piętnastego festiwalu VISAGINO COUNTRY 2008. O tym, że visagiński finał uwielbiam, pisałam już nie raz – bo to po prostu jest piękne, wzruszające przeżycie. Tłum artystów na scenie, tłumy publiczności przed nią, wszyscy trzymając się za ręce śpiewamy o tym, jaką ponadczasową wartość mają takie właśnie chwile – zjednoczenia, wspólnej zabawy, wspólnego celu, dla którego wszyscy tu jesteśmy: poczuć, przeżyć i zrozumieć co to jest to country – każdy po swojemu i każdy w swoim sercu, ale wszyscy razem, „jak jedna countrowa rodzina” (G.Hamilton IV).

      O tym także mówią Elena i Vytautas Račkauskas : że tu nie ma polityki i podziału na poglądy, że tu jest tylko muzyka country, która wróci tu z tą samą siłą za rok, tak jak cała countrowa Litwa znów przyjedzie w połowie sierpnia do Visaginas.

      Ich wystąpienia kończy huragan braw i jeszcze raz nad stadionem płyną dźwięki „Seni Draugai”... Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego pożegnania ze sceną, niż to – na takim festiwalu, w gronie takich artystów i przed taką publicznością.

 

*****

 

      Jeszcze rzut oka na stadion, las i „Aukątaitiję”, jeszcze ostatnie „See you next year”. Wracamy do Polski, ale ten otoczony puszczą i jeziorami zakątek za rok znów będzie naszym domem przez kilka niezwykłych dni VISAGINO COUNTRY 2009, a tych, którzy jeszcze tam nie byli zachęcam do podróży i osobistego przeżycia tego festiwalu i atmosfery tego miejsca. Jedno jest pewne: na Litwę bliżej, niż do Nashville.

 

 

 

 

Text: Magda „Wilczyca” Łuszczyńska

Foto: Viola Obraniak, Ewa Bandrowska, Gintas Vaigys oraz „penki.lt” i „vixva.com”

 




Zakaz kopiowania, rozpowszechniania części lub całości bez zgody redakcji COUNTRY.WORTALE.NET.


Dodaj komentarz
Wszelkie prawa zastrzeżone © idea4you.eu - Projektowanie stron WWW dla każdej firmy | System CMS | | mapa witryny | login