rozmiar czcionki A A A
czytano 4614 razy

Joan Baez - Day After Tomorrow

 

Joan Baez

Day After Tomorrow

 

Folk i country przypominają stare, dobre małżeństwo, które istnieć bez siebie nie może. Niby każde żyje własnym życiem, notuje odrębne sukcesy, ale korzysta z pomocy i oparcia w tej drugiej stronie, obficie czerpiąc ze wspólnych doświadczeń. Temat fascynujący, z pewnością Woźnica będzie niejednokrotnie do niego wracał, bo jeden nurt dla drugiego jest po prostu niezbędny. Dlatego też dziś proponuję odstępstwo i krążek ikony folku, Joan Baez.

Gwiazda niezwykła, świeci nieustannie od półwiecza i ani myśli ustąpić młodszym. Jej zasługi są nie do podważenia, a wśród nich wcale nie najmniejszą jest odkrycie i uformowanie artystyczne niegdyś jej chłopaka, a potem rywala, który nazywa się Bob Dylan... Znam większość jej płyt, poznanie wszystkich jest prawie niemożliwe, z uwagi na ogromną liczbę różnych wydań w wielu krajach, ogromnie licznych kompilacji i podróbek. W każdym razie te pierwsze z tradycyjnymi balladami amerykańskimi i angielskimi znam nawet na pamięć. Przyznaję, zawsze bardziej od lewicujących, politycznych treści i poglądów, interesowała mnie jako wokalistka o niebywałym, sopranowym, boskim głosie, jednym z najpiękniejszych na estradach świata.

Byłbym nieuczciwy gdybym przekonywał, że nie miała słabszych chwil i nagrywała krążki tylko wyjątkowej urody. Przez tyle lat obecności w branży i pobytu w studiu, to zwyczajnie niemożliwe. Najnowsza płyta, ukazująca się w sześć lat po poprzedniej, „Day After Tomorrow”, nieco się od innych różni. Po pierwsze, Joan nie zaśpiewała żadnej swojej pieśni, co się jej już dawno nie zdarzyło, po drugie wszystkie kwestie artystyczne przekazała w ręce Steve’a Earle, który jest niezmiernie ciekawym artystą związanym z country, choć o wyraźnie rockowych i folkowych korzeniach. Ten jako producent zaproponował „podopiecznej” dość odważny zestaw piosenek. Zaczął od trzech swoich utworów, dodając jeszcze dziełka Elvisa Costello, Elizy Gilkyson, Toma Waitsa, Patty Griffin i Thea Gilmore. Co ciekawe, potrafił jednak z tej co nieco wybuchowej mieszanki sprokurować całkiem spójną całość, utrzymaną w balladowej, spokojnej tonacji. Równie dobrze spisał się jako aranżer, gitarzysta i wokalista towarzyszący Joan w drugim głosie. Do tego poprosił do współpracy przede wszystkim muzyków grających na co dzień country, rzecz bowiem, bądź co bądź, powstała w Nashville. Wspólnie wybrane utwory są interesujące zarówno muzycznie jak i tekstowo, innych zresztą gwiazda by nie zaakceptowała. Najbardziej ciekawie wypadły God Is God, Rose Of Sharon, Scarlet Tide, a zwłaszcza tytułowy Day After Tomorrow. Brzmią tak, jakby napisała je jakiś czas temu sama zainteresowana. Głos Joan, co zupełnie zrozumiałe, nie ma już tego niezwykłego, powalającego blasku, ale pozostał bardzo interesujący. W dalszym ciągu jednego jestem pewien: 67-letnia w chwili powstawania tej płyty Joan Baez ma jeszcze dużo do powiedzenia i na pewno o niej z całą pewnością usłyszymy! Jeszcze drobiazg: Day After Tomorrow można kupić „w dobrych sklepach muzycznych”.

Stangret

recenzja z "DYLIŻANSU", jedynej w Polsce gazety o muzyce country

 


LISTA UTWORÓW:

• God Is God (Steve Earle)

• Rose Of Sharon (Eliza Gilkyson)

• Scarlet Tide (Elvis Costello/Joseph Henry Burnett)

• Day After Tomorrow (Tom Waits/Kathleen Brennan)

• Henry Russell's Last Words (Diana Jones)

• I Am A Wanderer (Steve Earle)

• Mary (Patty Griffin)

• Requiem (Eliza Gilkyson)

• The Lower Road (Thea Gilmore)

• Jericho Road (Steve Earle)

 




Zakaz kopiowania, rozpowszechniania części lub całości bez zgody redakcji COUNTRY.WORTALE.NET.


Dodaj komentarz
Wszelkie prawa zastrzeżone © idea4you.eu - Projektowanie stron WWW dla każdej firmy | System CMS | | mapa witryny | login